Rozdział I
"Oczami Harrego"
*5 luty 2013r.*
Lucy wyjechała zaledwie trzy dni temu, a ja już tęsknie, nie wiem jak ja wytrzymam ponad dwa miesiące bez kontaktowania się do niej. Przecież ona jest w ciąży...Muszę chyba zadzwonić do Ann, żeby z nią porozmawiać.
~Gdzie ja mam do cholery ten telefon! - krzyknąłem, bo nie mogłem wytrzymać z nerwów.
Złapałem się za głowę i opadłem na łóżko, no i wtedy okazało się że mam go w spodniach. wybrałem szybko numer do mamy i po dwóch sygnałach odebrała.
~Cześć Skarbie, co tam słychać u mojego Urwisa - zaczęła się śmiać przez słuchawkę
~Mamo... - zacząłem poważnym tonem - muszę Ci coś powiedzieć ważnego i poprosić o przysługę.
~Tak? Coś się stało? Wiedziałam, po prostu wiedziałam... Mów co się dzieje...
~Pamiętasz Lucy? - zapytałem, pomimo, że znałem doskonale odpowiedź
~Skarbie... Jak mogłabym o niej zapomnieć - słysząc to czułem jak się uśmiecha - no co się stało, oprócz tego, że ją kochasz, bo tak na marginesie Synku to zauważyłam to już dawno i miałam nie małą nadzieję, że w końcu jej się oświadczysz
~Miałem taki zamiar tylko, że ona odeszła... - westchnąłem smutno - znowu... rozumiesz... Lucy znowu odeszła i to....
~Tylko mi nie mów, że znowu ją zdradziłeś! - krzycząc wtrąciła mi się w połowie zdania - Boże... Synku... Nie tak Cię wychowałam...
~Mamo, ale zanim coś powiesz daj mi pokończyć. - powiedziałem - Paul, za tym wszystkim stoi i na moje nieszczęście na tę chwilę niewiele mogę zrobić, więc chcę Cię prosić o pomoc.
~Co ten dureń wymyślił. - wybuchła - Mów o co chodzi, zaraz do Ciebie przyjadę.
~Wiesz co może to nie jest zły pomysł, zaraz do Ciebie przyjadę i sobie zaraz pogadamy. Pa- zabrałem kluczyki z szafki i popędziłem biegiem do garażu, żeby pojechać do mamy
* 26 sierpień 2013 r. *
Dziś w końcu mogę iść do Paula, powiedzieć mu, że wiem wszystko... Że to on kazał wyprowadzić się Lucy i ją zastraszał. Że Lucy jest w 8 miesiącu ciąży i mieszka sama w Nowym Jorku, pracując jako fotomodelka. I wiem to wszystko dzięki wynajętym przez moją mamę detektywą, bo mimo wszystko Lucy i tak nie chciała mi tego powiedzieć, bo bała się Paula. Ale najpierw przed rozmową z Tym dupkiem, muszę porozmawiać jeszcze z Simonem Cowellem.
*godzinę później*
-Paul, musimy porozmawiać- mówię jak tylko wchodzę do jego biura.
-Poczekaj chwilę do biura wszedł do mnie Harry - powiedział do osoby po drugiej stronie telefonu - Nie widzisz rozmawiam przez telefon. Przyjdź do mnie za jakąś godzinę - odwrócił się ode mnie i znowu zaczął mówić do telefonu - A nie. Przyszedł na chwilę już wychodzi. Nie.
- Nigdzie nie wychodzę!- wyrwałem mu telefon i wrzuciłem o podłogę - Masz ze mną porozmawiać teraz rozumiesz?
- Poj***ło Cię dzieciaku?! - krzyknął ze zdziwioną minom - obetnę Ci z pensji za ten telefon! I nie będę teraz z Tobą gadać, wynoś się stąd zanim wezwę ochronę.
- Nawet nie masz co o tym marzyć, prędzej Ciebie wywalą stąd , więc lepiej usiądź i mnie posłuchaj - uśmiechnąłem się do niego wyzywająco i sam usiadłem na przeciw niego - A teraz słuchaj i odpowiadaj na pytania. Pamiętasz moją byłą dziewczynę Lucy?
- To ta co zwiała w lutym od Ciebie? - zapytał się kpiąco
- Czyli pamiętasz. Miło - uśmiechnąłem się - Tylko chyba źle zapamiętałeś tą sytuację, bo z tego co wiem to zagroziłeś Lucy. Że jeśli nie wyjedzie to skrzywdzisz jej rodzinę i nawet kazałeś jej podpisać jakiś dokument dzięki któremu trzymasz ją w szachu. A czy wiedziałeś, że ona wtedy była w ciąży?
- Co ty gadasz dzieciaku w jakiej ciąży? - zapytał rozbawiony, ale z nutą zdziwienia. - Z reszta o jakim grożeniu Ty gadasz, nawet jeśli nie masz na to żadnych dowodów.
- A właśnie, że mam dużo dowodów, nawet więcej niż myślisz. - spojrzał na mnie zdziwiony i poprawił się ze zdenerwowaniem na krześle - Myślałeś,że odpuszczę? Że nie będę jej szukał?
- Nie wiem o czym mówisz -odpowiedział wyraźnie zdenerwowany
-Ależ Ty doskonale wiesz o czym mówię - spojrzałem na niego jak żałośnie próbuje wymigać się z tego - Jutro idę do sądu pozwać Cię tylko najpierw skontaktuję z Lucy i oboje Cię pozwiemy.
- Ha ha ha ha ha - zaczął się śmiać - Nic mi nie zrobisz i nie możesz się z nią skontaktować ona otrzymała zakaz trzymania się w pobliżu, ale spokojnie ty też taki właśnie dziś otrzymałeś.
- Myślisz, że nie wiem? Mój detektyw mówi mi o wszystkim i on może poinformować Lucy - mój szyderczy uśmiech był coraz większy z każdą minutą - A i Simon kazał Ci przekazać, że masz do niego wpaść, bo chyba masz podpisać chyba zwolnienie - puściłem do niego oko, wstałem i zacząłem już wychodzić kiedy Paul powiedział coś co mnie wmurowało.
- Myślisz, że to twoje dziecko? - zaśmiał się - Jeśli tak to jesteś naprawdę naiwny. Najpierw sprawdź czy jesteś ojcem, a potem zdecyduj o to czy chcesz walczyć o nie swoje dziecko i dziewczynę która Cię zdradziła - odwróciłem się i widziałem wściekłość w oczach tego palanta - Myślisz, że dlaczego tak szybko zdecydowała się tak szybko wyjechać?
-Kłamiesz, nie wierzę w twoje głupie gadki - odwróciłem się i trzasnąłem drzwiami. - Ona na pewno czegoś takiego by mi nie zrobiła. - powiedziałem cicho i poszedłem.
* 6 wrzesień 2013 r. *
Dziś mamy z Lucy kolejną rozprawę, tylko, że jej nie ma po raz kolejny, tym razem powód jest taki, że zaczęła się akcja porodowa. Więc jeśli chodzi o przepytywanie jej jest za udziałem rozmowy wideo. Na rozmowie była tylko raz, na pierwszej, ale i tak nie mogliśmy do siebie podejść i publicznie się objąć. A na kolejnych rozprawach był już tylko jej adwokat, bo musiała przebywać w szpitalu. A w razie pytań, dzwoniono do niej jak teraz. Byłem wściekły, że nie mogę być z nią.
- Pani Łucjo, słyszałem pewne spekulacje, że dziecko nie jest Pana Harrego i Pani, czy to prawda?
- AAAAAA...!! - zaczęła krzyczeć, bo przyszedł kolejny skurcz. Złapała oddech po nim i odpowiedziała z miną palną bólu - Te spekulacje są.... - kolejny oddech - Są kłamstwem... - zamyka oczy i łapie oddech przez zęby - Harry jest ojcem mojej córki...- widać jak jakaś pielęgniarka wyciera jej czoło - Jeśli sąd mi nie wierzy ... To w takim razie proszę to sprawdzić. Tylko dajcie mi już w końcu spokój!!
- Dobrze, czy Pan, Panie Harry chce zrobić owe badania? - po tym pytaniu znowu usłyszałem pewien siebie głos Paula.
- Tak... - nawet nie rozpoznałem swojego głosu... Zerknąłem na ekran i w oczach Lucy ujrzałem niedowierzanie, więc odchrząknąłem, i dodałem. - Zróbmy ten test specjalnie dla tych osób, które tak głupio spekulują. Wtedy się przekonają, że to moje dziecko i jeszcze będą nas przepraszać za te spekulacje, które są nieuzasadnione.
* 2,5 h później *
Jak tylko wyszedłem z rozprawy włączyłem telefon i po chwili dostałem MMS-am od Lucy
"Darcy Emily... urodzona 06.09.2013 r. o godz. 16:32
waga 3250, długość 49 cm.
dostała 7/10 pkt."
Chyba nigdy nie byłem bardziej szczęśliwy jak jestem teraz widząc tą małą kruszynkę podobną do mnie. Jestem ojcem i muszę być jak najbliżej moich dziewczyn. Długo nie myśląc wsiadłem w samochód z moją mamą i pojechaliśmy do Lucy do szpitala, bo rozprawa odbywała się niedaleko szpitala w którym leży Lucy z małą.
* 24 grudzień 2013 r. *
Dziś wypada Wigilia Bożego Narodzenia i zamiast być z moimi dziewczynami muszę być teraz w Londynie i być drużbą u Louisa. Nie mogłem odmówić, bo obiecałem to dawno temu, a Lucy sama mnie wyganiała, żebym był tam z przyjacielem w najważniejszym dniu w jego życiu. Ale wydaje mi się że woli bym narazie nie przyjeżdżał za często, przez to co powiedziałem w sadzie, że chcę by zrobiono testy. Bo nawet nie mogła wpisać mnie jako ojca dopóki nie przyjdą papiery i nie bedzie ostatniej sprawy w sądzie.
* 28 grudzień 2013 r.*
Dobrze, że jeszcze nie wyjechałem z Londynu do Lucy i Darcy, bo gdybym to zrobił musiał bym wracać z powrotem, żeby zabrać wyniki. Ale boję się je otworzyć, bo co jeśli Paul mówił prawdę i Darcy to nie moje dziecko?
-Synku, otwórz w końcu ten list - usłyszałem za sobą glos Ann. -Nie mów mi, że wątpisz w to że jesteś jej ojcem. Ona przecież jest taka sama jak Ty kiedy byłeś mały. Zresztą uważam że nawet jeśli tak by nie było to wystarczająco kochasz Lucy by jej wybaczyć zdradę i być ojczymem dla małej.
- Masz rację nie ważne co wykażą wyniki, bo i tak będę jej ojcem. - wziąłem nóż i otworzyłem list.
*5 luty 2013r.*
Lucy wyjechała zaledwie trzy dni temu, a ja już tęsknie, nie wiem jak ja wytrzymam ponad dwa miesiące bez kontaktowania się do niej. Przecież ona jest w ciąży...Muszę chyba zadzwonić do Ann, żeby z nią porozmawiać.
~Gdzie ja mam do cholery ten telefon! - krzyknąłem, bo nie mogłem wytrzymać z nerwów.
Złapałem się za głowę i opadłem na łóżko, no i wtedy okazało się że mam go w spodniach. wybrałem szybko numer do mamy i po dwóch sygnałach odebrała.
~Cześć Skarbie, co tam słychać u mojego Urwisa - zaczęła się śmiać przez słuchawkę
~Mamo... - zacząłem poważnym tonem - muszę Ci coś powiedzieć ważnego i poprosić o przysługę.
~Tak? Coś się stało? Wiedziałam, po prostu wiedziałam... Mów co się dzieje...
~Pamiętasz Lucy? - zapytałem, pomimo, że znałem doskonale odpowiedź
~Skarbie... Jak mogłabym o niej zapomnieć - słysząc to czułem jak się uśmiecha - no co się stało, oprócz tego, że ją kochasz, bo tak na marginesie Synku to zauważyłam to już dawno i miałam nie małą nadzieję, że w końcu jej się oświadczysz
~Miałem taki zamiar tylko, że ona odeszła... - westchnąłem smutno - znowu... rozumiesz... Lucy znowu odeszła i to....
~Tylko mi nie mów, że znowu ją zdradziłeś! - krzycząc wtrąciła mi się w połowie zdania - Boże... Synku... Nie tak Cię wychowałam...
~Mamo, ale zanim coś powiesz daj mi pokończyć. - powiedziałem - Paul, za tym wszystkim stoi i na moje nieszczęście na tę chwilę niewiele mogę zrobić, więc chcę Cię prosić o pomoc.
~Co ten dureń wymyślił. - wybuchła - Mów o co chodzi, zaraz do Ciebie przyjadę.
~Wiesz co może to nie jest zły pomysł, zaraz do Ciebie przyjadę i sobie zaraz pogadamy. Pa- zabrałem kluczyki z szafki i popędziłem biegiem do garażu, żeby pojechać do mamy
* 26 sierpień 2013 r. *
Dziś w końcu mogę iść do Paula, powiedzieć mu, że wiem wszystko... Że to on kazał wyprowadzić się Lucy i ją zastraszał. Że Lucy jest w 8 miesiącu ciąży i mieszka sama w Nowym Jorku, pracując jako fotomodelka. I wiem to wszystko dzięki wynajętym przez moją mamę detektywą, bo mimo wszystko Lucy i tak nie chciała mi tego powiedzieć, bo bała się Paula. Ale najpierw przed rozmową z Tym dupkiem, muszę porozmawiać jeszcze z Simonem Cowellem.
*godzinę później*
-Paul, musimy porozmawiać- mówię jak tylko wchodzę do jego biura.
-Poczekaj chwilę do biura wszedł do mnie Harry - powiedział do osoby po drugiej stronie telefonu - Nie widzisz rozmawiam przez telefon. Przyjdź do mnie za jakąś godzinę - odwrócił się ode mnie i znowu zaczął mówić do telefonu - A nie. Przyszedł na chwilę już wychodzi. Nie.
- Nigdzie nie wychodzę!- wyrwałem mu telefon i wrzuciłem o podłogę - Masz ze mną porozmawiać teraz rozumiesz?
- Poj***ło Cię dzieciaku?! - krzyknął ze zdziwioną minom - obetnę Ci z pensji za ten telefon! I nie będę teraz z Tobą gadać, wynoś się stąd zanim wezwę ochronę.
- Nawet nie masz co o tym marzyć, prędzej Ciebie wywalą stąd , więc lepiej usiądź i mnie posłuchaj - uśmiechnąłem się do niego wyzywająco i sam usiadłem na przeciw niego - A teraz słuchaj i odpowiadaj na pytania. Pamiętasz moją byłą dziewczynę Lucy?
- To ta co zwiała w lutym od Ciebie? - zapytał się kpiąco
- Czyli pamiętasz. Miło - uśmiechnąłem się - Tylko chyba źle zapamiętałeś tą sytuację, bo z tego co wiem to zagroziłeś Lucy. Że jeśli nie wyjedzie to skrzywdzisz jej rodzinę i nawet kazałeś jej podpisać jakiś dokument dzięki któremu trzymasz ją w szachu. A czy wiedziałeś, że ona wtedy była w ciąży?
- Co ty gadasz dzieciaku w jakiej ciąży? - zapytał rozbawiony, ale z nutą zdziwienia. - Z reszta o jakim grożeniu Ty gadasz, nawet jeśli nie masz na to żadnych dowodów.
- A właśnie, że mam dużo dowodów, nawet więcej niż myślisz. - spojrzał na mnie zdziwiony i poprawił się ze zdenerwowaniem na krześle - Myślałeś,że odpuszczę? Że nie będę jej szukał?
- Nie wiem o czym mówisz -odpowiedział wyraźnie zdenerwowany
-Ależ Ty doskonale wiesz o czym mówię - spojrzałem na niego jak żałośnie próbuje wymigać się z tego - Jutro idę do sądu pozwać Cię tylko najpierw skontaktuję z Lucy i oboje Cię pozwiemy.
- Ha ha ha ha ha - zaczął się śmiać - Nic mi nie zrobisz i nie możesz się z nią skontaktować ona otrzymała zakaz trzymania się w pobliżu, ale spokojnie ty też taki właśnie dziś otrzymałeś.
- Myślisz, że nie wiem? Mój detektyw mówi mi o wszystkim i on może poinformować Lucy - mój szyderczy uśmiech był coraz większy z każdą minutą - A i Simon kazał Ci przekazać, że masz do niego wpaść, bo chyba masz podpisać chyba zwolnienie - puściłem do niego oko, wstałem i zacząłem już wychodzić kiedy Paul powiedział coś co mnie wmurowało.
- Myślisz, że to twoje dziecko? - zaśmiał się - Jeśli tak to jesteś naprawdę naiwny. Najpierw sprawdź czy jesteś ojcem, a potem zdecyduj o to czy chcesz walczyć o nie swoje dziecko i dziewczynę która Cię zdradziła - odwróciłem się i widziałem wściekłość w oczach tego palanta - Myślisz, że dlaczego tak szybko zdecydowała się tak szybko wyjechać?
-Kłamiesz, nie wierzę w twoje głupie gadki - odwróciłem się i trzasnąłem drzwiami. - Ona na pewno czegoś takiego by mi nie zrobiła. - powiedziałem cicho i poszedłem.
* 6 wrzesień 2013 r. *
Dziś mamy z Lucy kolejną rozprawę, tylko, że jej nie ma po raz kolejny, tym razem powód jest taki, że zaczęła się akcja porodowa. Więc jeśli chodzi o przepytywanie jej jest za udziałem rozmowy wideo. Na rozmowie była tylko raz, na pierwszej, ale i tak nie mogliśmy do siebie podejść i publicznie się objąć. A na kolejnych rozprawach był już tylko jej adwokat, bo musiała przebywać w szpitalu. A w razie pytań, dzwoniono do niej jak teraz. Byłem wściekły, że nie mogę być z nią.
- Pani Łucjo, słyszałem pewne spekulacje, że dziecko nie jest Pana Harrego i Pani, czy to prawda?
- AAAAAA...!! - zaczęła krzyczeć, bo przyszedł kolejny skurcz. Złapała oddech po nim i odpowiedziała z miną palną bólu - Te spekulacje są.... - kolejny oddech - Są kłamstwem... - zamyka oczy i łapie oddech przez zęby - Harry jest ojcem mojej córki...- widać jak jakaś pielęgniarka wyciera jej czoło - Jeśli sąd mi nie wierzy ... To w takim razie proszę to sprawdzić. Tylko dajcie mi już w końcu spokój!!
- Dobrze, czy Pan, Panie Harry chce zrobić owe badania? - po tym pytaniu znowu usłyszałem pewien siebie głos Paula.
- Tak... - nawet nie rozpoznałem swojego głosu... Zerknąłem na ekran i w oczach Lucy ujrzałem niedowierzanie, więc odchrząknąłem, i dodałem. - Zróbmy ten test specjalnie dla tych osób, które tak głupio spekulują. Wtedy się przekonają, że to moje dziecko i jeszcze będą nas przepraszać za te spekulacje, które są nieuzasadnione.
* 2,5 h później *
Jak tylko wyszedłem z rozprawy włączyłem telefon i po chwili dostałem MMS-am od Lucy
"Darcy Emily... urodzona 06.09.2013 r. o godz. 16:32
waga 3250, długość 49 cm.
dostała 7/10 pkt."
Chyba nigdy nie byłem bardziej szczęśliwy jak jestem teraz widząc tą małą kruszynkę podobną do mnie. Jestem ojcem i muszę być jak najbliżej moich dziewczyn. Długo nie myśląc wsiadłem w samochód z moją mamą i pojechaliśmy do Lucy do szpitala, bo rozprawa odbywała się niedaleko szpitala w którym leży Lucy z małą.
* 24 grudzień 2013 r. *
Dziś wypada Wigilia Bożego Narodzenia i zamiast być z moimi dziewczynami muszę być teraz w Londynie i być drużbą u Louisa. Nie mogłem odmówić, bo obiecałem to dawno temu, a Lucy sama mnie wyganiała, żebym był tam z przyjacielem w najważniejszym dniu w jego życiu. Ale wydaje mi się że woli bym narazie nie przyjeżdżał za często, przez to co powiedziałem w sadzie, że chcę by zrobiono testy. Bo nawet nie mogła wpisać mnie jako ojca dopóki nie przyjdą papiery i nie bedzie ostatniej sprawy w sądzie.
* 28 grudzień 2013 r.*
Dobrze, że jeszcze nie wyjechałem z Londynu do Lucy i Darcy, bo gdybym to zrobił musiał bym wracać z powrotem, żeby zabrać wyniki. Ale boję się je otworzyć, bo co jeśli Paul mówił prawdę i Darcy to nie moje dziecko?
-Synku, otwórz w końcu ten list - usłyszałem za sobą glos Ann. -Nie mów mi, że wątpisz w to że jesteś jej ojcem. Ona przecież jest taka sama jak Ty kiedy byłeś mały. Zresztą uważam że nawet jeśli tak by nie było to wystarczająco kochasz Lucy by jej wybaczyć zdradę i być ojczymem dla małej.
- Masz rację nie ważne co wykażą wyniki, bo i tak będę jej ojcem. - wziąłem nóż i otworzyłem list.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz